Dla wielu osób proces skrócony brzmi jak szybsza i prostsza ścieżka, jednak jego sens nie polega na skróceniu drogi za wszelką cenę, lecz na zastosowaniu szczególnej procedury tam, gdzie prawda jest wyjątkowo jasna.
- Proces skrócony został wprowadzony w 2015 roku przez papieża Franciszek jako odpowiedź na sytuacje, w których okoliczności nieważności są oczywiste i dobrze udokumentowane.
- Może on trwać kilka miesięcy, czasem około trzech do sześciu, ale tylko wtedy, gdy spełnione są ściśle określone warunki. Teoretyczne powinien zakończyć się w ciągu 45 dni.
- Aby sprawa mogła zostać rozpoznana w tym trybie, obie strony muszą wyrazić zgodę a przedstawione dowody muszą jasno wskazywać, że w chwili zawierania małżeństwa brakowało istotnego elementu zgody. Może chodzić na przykład o udokumentowaną chorobę psychiczną sprzed ślubu, poważne i zatajone uzależnienie, wyraźny przymus lub całkowite wykluczenie potomstwa czy wierności.
- W praktyce jednak sądy bardzo ostrożnie kwalifikują sprawy do procesu skróconego, ponieważ wymaga on moralnej pewności już na wstępnym etapie. Nie jest to zatem „łatwiejsza opcja”, lecz rozwiązanie przeznaczone dla sytuacji jednoznacznych.
- sąd kościelny np. Metropolitalny Sąd Duchowy w Poznaniu najpierw dokładnie analizuje okoliczności i dopiero potem podejmuje decyzję, czy możliwe jest zastosowanie trybu skróconego, czy też sprawa powinna toczyć się w procesie zwykłym.
- Choć formalnie droga może być krótsza, duchowo wcale nie musi być łatwiejsza. Szybszy wyrok nie skraca czasu potrzebnego sercu, aby przyjąć prawdę o własnej historii.
- Ostatecznie zarówno proces zwykły, jak i skrócony prowadzą do tego samego pytania: czy w dniu przysięgi istniała rzeczywista, wolna i dojrzała zgoda. A odpowiedź na to pytanie bywa początkiem głębszego pokoju, niezależnie od tego ile miesięcy trwało postępowanie.